Już w poniedziałek wieczorem Trump udał się pod kościół episkopalny św. Jana, położony naprzeciwko Białego Domu. W ręku trzymał Biblię i pozował do zdjęć fotoreporterom. Nie spodobało się to tamtejszym duchownym, którzy nie zostali uprzedzeni o wizycie głowy państwa. Duchowni skrytykowali prezydenta również za próbę ocieplenia wizerunku przy pomocy chrześcijaństwa.
Wizyta Trumpa w sanktuarium odbiła się szerokim echem w amerykańskich mediach, ponieważ przed jego siedzibą zebrała się grupa protestujących. Ochrona, aby umożliwić wyjazd kolumny samochodów prezydenckich, zdecydowała się na użycie wobec demonstrantów gazu łzawiącego.
Donald i Melania Trump składają kwiaty pod pomnikiem Jana Pawła II
Para prezydencka złożyła wieńce pod pomnikiem Karola Wojtyły i w zadumie oddała się modlitwie. Trump i jego żona byli otoczeni przez fotoreporterów, którzy pilnie śledzili każdy ruch prezydenta i jego żony. Po modlitwie przyszedł czas na krótką sesję zdjęciową. Małżonkowie stanęli przed obiektywami i wtedy wydarzyło się coś zaskakującego.
Prezydent rozdawał promienne uśmiechy i zdaje się, że o to samo dyskretnie poprosił swoją małżonkę. Na twarzy Melanii zamiast uśmiechu pojawił się dziwny grymas, a nagranie z udziałem Trumpów stało się hitem w sieci.
Film z tego wydarzenia zyskał ogromną popularność. Obejrzało go ponad 12 milionów ludzi. Jeden z dziennikarzy CNN nazwał go cichym buntem Melanii. Internauci w komentarzach prześcigają się w domysłach, dlaczego żona prezydenta USA zareagowała w taki sposób na jego prośbę. Jedni wietrzą w tym kryzys małżeński, inni natomiast stwierdzili, że Melania to królowa jednej miny, której pozostaje wierna w każdej sytuacji.