41-letni aktor zmarł na koronawirusa. Osierocił malutkiego synka
Nick Cordero na przełomie marca i kwietnia trafił do szpitala. Gdy jego stan się pogorszył, poddano go testom na obecność koronawirusa. Te okazały się pozytywne. Aktora wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej. Przeszedł dwa małe udary, miał grzybice płucną, a w jego serce wszczepiono tymczasowy rozrusznik. Miał też problem z krzepliwością krwi i amputowano mu prawą nogę.