Sandra Kubicka obecnie wydaje się być niezwykle szczęśliwa u boku Adama Zaorskiego. Gwiazda nieustannie rozwija swoją karierę w mediach społecznościowych, gdzie prężnie działa, realizuje kolejne kampanie i dzieli się z obserwatorami swoimi przemyśleniami na codzienne tematy. Choć na jej profilach zazwyczaj gości uśmiech i pozytywna energia, gwiazda nie unika trudnych tematów i potrafi otworzyć się przed swoimi fanami w chwilach słabości. W najnowszej relacji zdobyła się na niezwykle osobiste wyznanie i podzieliła się rocznicą wydarzenia, które zmieniło jej życie – równo rok temu poroniła.
WIDEOKatarzyna Grochola wspomina czas choroby nowotworowej. "Myślałam, że Pan Bóg mnie ukarał"
Sandra Kubicka wróciła do tematu poronienia
Na swoim InstaStories Sandra Kubicka opublikowała poruszające zdjęcie, wokół którego zamieściła obszerny i łamiący serce opis swoich traumatycznych przeżyć. Fotografia, oznaczona datą 20 września 2025 r., przedstawia niezwykle smutną celebrytkę z wenflonem w zabandażowanej dłoni. Jak sama napisała:
Tu byłam tak nafaszerowana lekami otumaniającymi i przeciwbólowymi, że nie wiedziałam, co się dzieje.
Zobacz też: Sandra Kubicka dała się podpuścić złośliwym. Poleciały gromy: "Niektórych MYŚLENIE BOLI"
Sandra Kubicka o opiece medycznej w Grecji
W swojej relacji influencerka zdradziła również wstrząsające kulisy tego, jak w tamtym krytycznym momencie wyglądała opieka medyczna. Dramat rozegrał się podczas pobytu w Grecji, na wyspie Zakynthos. Kubicka z żalem przyznała, że obok samej utraty dziecka musiała zmierzyć się z koszmarem tamtejszej służby zdrowia. Z jej opisu wynika, że przez cztery godziny szukano na wyspie maszyny do USG oraz ginekologa. Niestety, gdy wreszcie udało się znaleźć specjalistę, który mógłby jej pomóc, było już za późno – jak napisała, "po dzidziusiu nie było już śladu".
Telefon mi właśnie przypomniał, że dokładnie rok temu poroniłam... To był największy emocjonalny ból, jakiego w życiu doświadczyłam. Byliśmy wtedy w Grecji na Zakynthos i oprócz tragedii którą przeżywałam, była jeszcze tragedia ze służbą zdrowia. Przez cztery godziny szukali na wyspie maszyny do USG i ginekologa... Gdy w końcu znaleźli lekarza, który mógłby mi pomóc, po dzidziusiu nie było już śladu – napisała Sandra Kubicka.