Robert El Gendy, kojarzony dziś przez widzów przede wszystkim z porannym programem "Pytanie na śniadanie", to jeden z najpopularniejszych prezenterów Telewizji Polskiej. Z wykształcenia jest ekonomistą, jednak jego ścieżka zawodowa od lat nierozerwalnie związana jest z mediami. Przez długi czas z powodzeniem zajmował się dziennikarstwem sportowym, relacjonując najważniejsze imprezy na świecie, w tym igrzyska olimpijskie czy słynny Rajd Dakar. Prezenter ma w swoim życiorysie niezwykle dramatyczny epizod – był świadkiem ataku na WTC.
WIDEOKamil Sipowicz ocenił sytuację w Polsce. Wspomniał o faszyzmie
Robert El Gendy był w Nowym Jorku w dzień ataku na WTC
W 2001 r. Robert El Gendy wyjechał do Stanów Zjednoczonych na studencką wymianę. Znalazł się w Nowym Jorku w momencie, który na lata odcisnął piętno nie tylko na Ameryce, ale też na całym świecie. W dniu zamachu terrorystycznego na USA był na miejscu i obserwował wydarzenia z bliska.
Byłem studentem na wymianie. Pojechałem nauczyć się języka angielskiego i zarobić trochę. Marzyłem o USA, kocham NBA i chciałem zobaczyć na żywo miejsca, które znałem z telewizji – zaczął wspomnienia w rozmowie z naszą redakcją.
Robert El Gendy na własne oczy widział atak na World Trade Center
Jak wspomina, w czasie pobytu za oceanem nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii, a on sam traktował wyjazd jak wielką przygodę. Co więcej, zaledwie tydzień przed atakiem odwiedził taras widokowy znajdujący się w jednej z wież World Trade Center.
Na dachu WTC byłem dokładnie tydzień przed zamachem. Rano zaraz po otwarciu kas pojechaliśmy z kolegami, aby bez tłumów dostać się na taras widokowy. Warto było wydać zarobione dolary. Umówiliśmy się, że wrócimy tu za rok – kontynuował dziennikarz.
W dniu zamachu miał wolne i – jak relacjonuje – dopiero przy śniadaniu dotarła do niego informacja o tym, co wydarzyło się w mieście. Z pewnej odległości widział rozwój sytuacji i to, co działo się wokół płonących wież.
11 września miałem wolne. Siedziałem w knajpce na śniadaniu, kiedy wbiegła do niej roztrzęsiona kobieta i zaczęła opowiadać, co się stało. Mówiła chaotycznie, zrozumiałem tylko, że samolot uderzył w wieżowiec. Kiedy wybiegłem ze wszystkimi na ulicę, zobaczyłem płonącą pierwszą wieżę, chwilę później kolejny wybuch w drugiej – wyznał El Gendy.
"Stałem za daleko, nie widziałem dokładnie, ale poleciałem szybko po film do aparatu, który zawsze miałem ze sobą. Nie było wtedy telefonów. Kiedy wróciłem ze sklepu, ludzie płakali - wiedziałem, że nie jest dobrze. Nie mogłem się dodzwonić do mamy. Dwa może trzy dni linie były przeciążone. Może dlatego, że dzwoniłem, korzystając z tanich kart telefonicznych. Ale chyba wszyscy z nich wtedy korzystali. Apokalipsa. Byłem pierwszego dnia, gdy policja otworzyła ruch wokół WTC, obraz jak po wojnie. Wtedy podjąłem decyzję o powrocie, skróciłem o miesiąc moją pierwszą podróż życia. Bałem się wsiąść do samolotu i od tamtej pory dalej się boję" - dodał.