Ledwie zdążył przejąć spadek po Beacie Szydło, a w gazetach już zdobywa pierwsze strony. Niekoniecznie przez wzgląd na swoje zasługi, jak to miało miejsce w Super Expressie. Tym razem jednak głównego bohatera zagrał ojciec premiera, Kornel Morawiecki. W rozmowie z tabloidem wyznał, że jego syn był dzieckiem trudnym, upartym i niemożliwym do okiełznania. Metodą wychowawczą w domu było zaś... bicie:
Był dzieckiem narowistym, upartym, powiedziałbym, trudnym chłopcem. Nie chodzi tylko o to, że broił, ale też, że nie pozwalał sobie niczego narzucać. Jak nie chciało mu się grać na pianinie, to po prostu przestał się uczyć. Buntował się. Poza tym był pyskaty, miał zawsze własne zdanie i lubił wszystkich do niego przekonywać. Ale on się nie oburzał na to specjalnie. Tak naprawdę nie było mnie przy nim, nie było mnie, jak Mateusz był w tym trudnym wieku. Jak mój syn miał 13 lat, zaczął się stan wojenny i nie było mnie w domu, bo się ukrywałem. To było dla niego ciężkie. Brak ojca. I to na niego wpływało bardziej niż wychowanie. Żałuję z perspektywy czasu, że nie mogłem spędzać z nim więcej czasu, że zabrakło tej ojcowskiej ręki, kiedy on dojrzewał. Z drugiej strony może bym go gorzej wychował, kto wie - wyjawił
Jesteście ciekawi jakie jeszcze mroczne sekrety z dzieciństwa nowego premiera wyjdą na jaw?