Koncert Skolima, Kubańczyka oraz WonerSa w prezydenckiej rezydencji w Juracie odbył się w ramach wydarzenia skierowanego do młodzieży pod patronatem prezydenta Karola Nawrockiego. Na "króla latino" w mediach społecznościowych wylała się fala krytyki, na którą management piosenkarza zareagował stanowczo. "Każdy chciałby być w tym miejscu, stąd taka reakcja ludzi. My robimy swoje i nie oglądamy się na innych i to samo polecamy innym" - mówił w rozmowie z Plejadą. O całej sytuacji wypowiadało się wiele gwiazd, w tym Marcin Miller.
ZOBACZ TAKŻE: Doda zaśpiewałaby dla Nawrockiego. Ma jeden warunek
WIDEOŻabson wbija szpilę Skolimowi. "Nie korzystam z żadnego playbacku"
Marcin Miller zdradził, że też grał dla prezydenta
Lider zespołu Boys zaczął swoją wypowiedź od refleksji nad rolą samej głowy państwa i oczekiwaniami, jakie spoczywają na tym urzędzie.
Prezydent to jest urząd prezydencki. Prezydent powinien być prezydentem wszystkich Polaków. Powinien być – słowo klucz. Jak jest, nie będę oceniać, ale chyba sami widzimy – opowiadał muzyk.
Chwilę później wyznał, że sam również miał okazję wystąpić dla głowy państwa, jednak postanowił zachować to wydarzenie w tajemnicy przed mediami:
Jeśli chodzi o Skolima, no to... Boże, ja rok temu grałem kolędy dla pana prezydenta, ale to ja nie chciałem tam z tym się chwalić po prostu i tyle. Zagrałem, ale jakoś nikt o tym nie mówił.
Marcin Miller tłumaczy szum wokół Skolima na wydarzeniu Nawrockiego
Zdaniem doświadczonego piosenkarza, skala zamieszania wokół wizyty Skolima w Juracie wynika przede wszystkim z obecnego poziomu popularności młodego artysty.
Może po prostu Skolim jest bardziej na topie, gra dużo koncertów i wszyscy się na niego rzucają – skomentował Miller.
Sam wokalista zaznaczył, że ma zupełnie inne podejście do rozgłosu i medialnych nagłówków, woląc działać po cichu i bez zbytecznego rozgłosu.
A ja tam wolę być taką, jak to zawsze mówię, szarą eminencją – podsumował lider Boys, dając do zrozumienia, że nie szuka poklasku przy okazji podobnych wydarzeń.