Pochodząca z Wielkopolski Ania Szubert walczy z chłoniakiem. Pierwsze objawy - podczas jednej z sesji zdjęciowych. Klientka fotografki zauważyła, że sinieją jej usta. Kiedy pojechała do szpitala, diagnoza padła natychmiast - chłoniak w wielkości główki niemowlaka w klatce piersiowej. Od tego czasu Ania Szubert nie opuszcza szpitala.
Obecnie Ania przyjmuje chemię, którą znosi nawet dobrze. Pierwsze objawy lekceważyła:
Klasycznie je lekceważyłam. Gorączka, swędzenie całego ciała, duszności? Myślałam, że to z przepracowania. Gdy schudłam 15 kilo, tłumaczyłam to stresem - mówi z rozmowie z gazeta.pl
Szubert cały czas stara się jednak być aktywna na swoim Facebooku, gdzie dzieli się zdjęciami ze szpitala:
Czy Facebook to dla mnie terapia? Wiesz, do mnie wciąż nie dociera, że mam nowotwór. Chodzi mi o coś innego. Choroba może przytrafić się każdemu. Nagle, tak jak mnie. Chcę to uświadamiać innym. Żeby się badali, nie lekceważyli objawów, tak jak ja. W dzień nie leżę, chodzę, rozmawiam z przyjaciółmi. Jak nie leżę w szpitalnym łóżku, to tak, jakbym wcale nie była chora, prawda? Rozumiesz, o co mi chodzi? Nie leżę, to nie choruję... - mówi
Jak wygląda leczenie? Po chemii czeka ją miesiąc naświetlania:
Nakłuwają nas, a potem trzeba przez osiem godzin leżeć. Wiesz, jak się człowiek cieszy, jak wreszcie może usiąść? Zobacz, mówię o nas, bo wszyscy na oddziale bardzo się wspierają - tłumaczy
2015 nie jest dla niej szczęśliwym rokiem. Wcześniej zaginął jej dziadek, którego znalazła za pomocą detektywa, później odszedł od niej facet. Następnie pojawił się nowotwór:
Chyba sobie 2015 gdzieś wytatuuję. Na oddziale mówią, że ta choroba do tego to dla mnie niezła lekcja pokory - przekonuje
Ania chce zrobić ze swojej choroby wiele pożytku. Nawiązała współpracę ze szwedzką fundacją, która wspomaga chorych na nowotwór:
Codziennie dostaję setki wiadomości. Nie tylko od chorych. Zdrowe kobiety piszą, że dzięki mnie idą się przebadać. A mój kolega zaczął się teraz zdrowo odżywiać - mówi
Szubert ma 5-letniego synka. Ma dla kogo walczyć. Trzymamy kciuki. I życzymy zdrowia. Jak widać, nie ma nic ważniejszego.