Andziaks tłumaczy się po aferze podatkowej. "Żadnych pieniędzy od państwa NIE WZIĘLIŚMY"

Wypowiedzi Andziaks o podatkach wywołały w internecie lawinę krytyki, zwłaszcza po jej komentarzu o tym, że zamożnych daniny mają "boleć" bardziej. Influencerka opublikowała teraz nagranie z przeprosinami i przyznała, że jej słowa wynikały m.in. z niewiedzy oraz niefortunnego sposobu tłumaczenia tematu.

Andziaks dała oświadczenieAndziaks dała oświadczenie
Źródło zdjęć: © YouTube

Zamieszanie zaczęło się od internetowej sesji pytań i odpowiedzi, w której Andziaks weszła w temat obciążeń podatkowych. Podkreślała, że oddaje państwu duże kwoty, a jednocześnie – w jej ocenie – nie korzysta z usług publicznych na tyle, by uzasadniało to tak wysoki "wkład" do budżetu. Największe emocje wzbudziła jednak jej teza sugerująca, że osobom zamożnym trudniej pogodzić się z oddawaniem części dochodów niż tym, którzy zarabiają mniej. W sieci szybko pojawiły się kpiny i ostre komentarze.


WIDEO
TYLKO U NAS: "Kora byłaby przerażona". Kamil Sipowicz gorzko o ksenofobicznej fali w Polsce

Andziaks o aferze podatkowej

Skala reakcji sprawiła, że influencerka postanowiła odnieść się do sprawy w osobnym nagraniu na YouTube. Wystąpiła w domowym wydaniu - bez charakterystycznego dla mediów społecznościowych blichtru - i mówiła, że rozumie oburzenie odbiorców. Przyznała też, że jej wcześniejsza wypowiedź była błędem. Padły przeprosiny szczególnie wobec osób o niższych dochodach, bo – jak zaznaczyła – nie podziela poglądu, który mógł wybrzmieć z jej słów.

Wiem, że moja wypowiedź w tym temacie była nieprawdziwa, krzywdząca, może też wprowadzająca w błąd młode osoby. (...) Rozumiem swój błąd, za to chciałam też przeprosić, bo czasami trzeba po prostu wiedzieć, w jakich tematach się odzywać i w szczególności odzywać się w takich, kiedy po prostu ma się wiedzę i pojęcie - powiedziała.

W dalszej części wyjaśniała, że często odpowiada zbyt spontanicznie, bez namysłu, a całość "wybrzmiała źle". Tłumaczyła to m.in. niewiedzą, na co dokładnie przeznaczane są podatki, oraz niefortunnym przykładem związanym ze składką zdrowotną.

Andziaks przekonywała również, że jej firmy rozliczają się w Polsce i że nie planuje przenosić rozliczeń za granicę. Z perspektywy czasu oceniła, że jej internetowa dyskusja mogła zaszkodzić, zwłaszcza młodszym obserwatorom – bo mogła wprowadzać w błąd i utrwalać nieprawdziwe wyobrażenia o podatkach. Podkreślała, że w podobnych tematach powinno się zabierać głos dopiero wtedy, gdy ma się wiedzę i pełniejsze rozeznanie.

Właśnie mówiąc w Q&A o tych podatkach, miałam na myśli moją działalność gospodarczą jednoosobową, nie moje spółki. Nie chcę tutaj absolutnie podawać kwot ani publicznie rozliczać się ze swoich zarobków. Nie o to w tym filmie chodzi. Kwota dotycząca jednej spółki nie oznacza sumy wszystkich podatków, jakie płacę. Wszystkie moje działalności są prowadzone legalnie i są rozliczane zgodnie z obowiązującymi przepisami - usłyszeli widzowie.

Andziaks: "Żadnych pieniędzy od państwa nie wzięliśmy"

Na koniec odniosła się do pojawiających się w internecie sugestii, że korzystała z państwowych zapomóg lub dotacji. Zaprzeczyła, by otrzymała pieniądze od państwa, i tłumaczyła, że nieporozumienie dotyczy instrumentu finansowego związanego z kredytem. Wyjaśniła, że chodziło o gwarancję bankową udzielaną przez bank BGK przy zaciąganiu kredytu, a nie o wypłatę środków publicznych:

W internecie pojawiły się również informacje o tym, że otrzymałam pomoc finansową od państwa. My żadnych pieniędzy od państwa nie wzięliśmy. Jest to gwarancja bankowa, której udziela bank BGK w momencie zaciągnięcia kredytu. I właśnie z tego kredytu skorzystałyśmy, natomiast żadnych pieniędzy od państwa nie brałyśmy.
Andziaks, oświadczenie
Andziaks, oświadczenie © YouTube
Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE