Głośne rozstanie Schreiberów, które wyszło na jaw wiosną 2024 r., do dziś budzi spore emocje. Marianna nie ukrywa, że jako osoba wierząca chciałaby poukładać swoje życie religijne tak, aby w przyszłości móc "żyć po bożemu", w pełni korzystać z sakramentów i – być może – wziąć kolejny ślub kościelny. W tym celu złożyła stosowne papiery w Sądzie Metropolitalnym. Część obserwatorów uznała jednak jej dążenia za niekonsekwencję. Marianna odniosła się do tych zarzutów na Instagramie, starając się wytłumaczyć swoją motywację.
WIDEOOburzona Marianna Schreiber ubolewa nad flagą... Kaszub
Marianna Schreiber o unieważnieniu ślubu kościelnego
Zarzuty o hipokryzję najwyraźniej mocno dotknęły celebrytkę. W nagraniu opublikowanym w sieci odniosła się do komentarzy krytykujących jej starania o "kościelny rozwód". Jak przekonuje, rozstanie nie przynosi jej satysfakcji, ale stało się jedynym wyjściem, by odzyskać upragniony spokój:
Moi drodzy, wielokrotnie czytam komentarze, od kiedy wspominałam o unieważnieniu ślubu kościelnego, że jaki to katolik, co się cieszy w ogóle z rozwodu, a już na pewno nie z unieważnienia ślubu kościelnego itd. I powiem wam szczerze na własnym przykładzie. Myślę, że żaden katolik się nie cieszy z rozwodu. Żaden katolik się nie cieszy z rozwodu, ale cieszy się ze spokoju i z wolności.
Marianna Schreiber chce "ratować siebie"
Mimo że Marianna na każdym kroku lubi podkreślać swoje przywiązanie do tradycji i zasad, w obecnej sytuacji uznała, że wyższe dobro wymaga od niej przełamania pewnych barier. Jak sama twierdzi, starania przed sądem kościelnym to nie powód do dumy, a po prostu życiowa konieczność:
I czasami to jest tak, że trzeba zdecydować ponad wartości, jakie się wyznaje. Ponad to wszystko. Po prostu. Żeby ratować siebie. Ratować siebie i czasami również całą resztę. Więc odpowiadając na Wasze komentarze, to nie jest tak, że ja jestem z tego dumna czy się o to modlę. Nie. Ale po prostu potrzeba mi tego do mojego życia. I nie tylko mojego.