Po fali medialnego szumu wokół recenzji pizzy twórca postawił na odpoczynek na najwyższym poziomie i zafundował sobie kulinarną wyprawę do USA. Jednym z głównych punktów wyjazdu była wizyta w nowojorskim lokalu Louis Vuitton. Już na samym wejściu internetowy recenzent nie krył podekscytowania. – Nie uwierzysz normalnie, nie. Louis Vuitton, Nowy Jork. Oni mają restaurację, a ja mam rezerwację. Ja cię pierdzielę! Karta jest cała Louis Vuitton, nie? Ale wjeżdżam tu na grubo, nie? Jakby jutra miało nie być – relacjonował.
WIDEOPizza "Muala" i kryzys wizerunkowy Książula. Czy to początek końca gastronomicznej gwiazdy?
Książulo nie był zachwycony jedzeniem
Książulo szybko jednak poczuł zderzenie z luksusowym światem high fashion. Gdy na stół wjechało czekadełko, czyli chleb i markowe masło z logo projektanta, został skarcony za wybór sztućców:
Co, zły nóż? No nie umiem się zachować w takich miejscach. Wszyscy tu są tak od****ni, że wyglądamy, jakbyśmy dopiero się obudzili i z jakiegoś namiotu wstaliśmy spod mostu – podsumował z uśmiechem.
Zamówienia robiły wrażenie na papierze, ale kubki smakowe Książula nie podzieliły entuzjazmu. Na stół trafiły m.in. truflowa pianka jajeczna za 32 dolary, mini burgerki czy lobster roll, w którym mięso homara miało dziwną strukturę i było zbyt suche. Zawód przyniósł także słynny filet mignon:
Jadłem wielokrotnie takie steki i nie czuję w tym Louis Vuitton. Po prostu w porządku. Ale nie jest to najdelikatniejszy filet mignon, jaki miałem okazję jeść – skwitował.
Ravioli okazało się nudne, a choć makaron z truflami wypadł smacznie, cena zwalała z nóg. Kosztował on aż 60 dolarów.
Książulo został poproszony o kosmiczny napiwek
Prawdziwe zaskoczenie przyniosło podsumowanie wizyty, gdy najniższy sugerowany napiwek wynosił aż 72 dolary. Twórca nie zostawił na elitarnym miejscu suchej nitki:
Ogólnie to przepłacone. I nie ma sensu. I chyba nie ma po co i na co. Chyba że jesteście super fanami Louis Vuitton. Nie wiem, nie znam takich ludzi. Spodziewałem się czegoś lepszego – orzekł w finale.