Adrian Szymaniak zmarł w wieku 39 lat. Przez dłuższy czas zmagał się z wyjątkowo podstępną chorobą onkologiczną, która szybko postępowała i wymagała intensywnego leczenia. Dla wielu widzów zapisał się jako jeden z najbardziej lubianych uczestników "Ślubu od pierwszego wejrzenia".
WIDEORobert Motyka w pięknych słowach wspomina Joannę Kołaczkowską. "Joasiu, nie wiem jak to będzie bez ciebie"
Adrian Szymaniak nie żyje
Dramatyczne wydarzenia zaczęły się w lipcu 2025 roku, gdy nagle wystąpiły u niego niepokojące symptomy neurologiczne. Początkowo były to problemy ze wzrokiem, w tym omamy wzrokowe, które łączył ze skutkami ubocznymi przyjmowanych leków. W krótkim czasie dolegliwości znacząco się nasiliły: pojawiły się silne, migrenowe bóle głowy, nagłe zawroty, a także intensywne mdłości i wymioty. Po pilnej hospitalizacji wykonano badania obrazowe, w tym rezonans magnetyczny, które wykazały złośliwy guz mózgu.
Ze względu na bardzo szybki rozwój glioblastoma decyzje dotyczące terapii musiały zapaść bez zwłoki. Adrian Szymaniak przeszedł skomplikowaną operację neurochirurgiczną, której celem było usunięcie możliwie największej części guza. Następnie wdrożono intensywną radioterapię i chemioterapię. Z czasem w leczeniu wykorzystywano również nowoczesne rozwiązania niestandardowe, w tym terapię polem elektrycznym TTFields w systemie Optune, mającą hamować podziały komórek nowotworowych.
Adrian Szymaniak cierpiał na trudny do wyleczenia nowotwór
W przypadku glejaka czwartego stopnia szczególnie trudne jest wysokie ryzyko nawrotów. W kolejnych miesiącach po postawieniu diagnozy lekarze kilkukrotnie stwierdzali ponowną aktywność nowotworową w miejscu, z którego wcześniej usunięto guz. Powracająca choroba oznaczała konieczność kolejnych operacji oraz stałego dostosowywania chemioterapii, gdy organizm przestawał reagować na dotychczasowe leki. Leczenie wymagało regularnych kontroli i badań, a także dużych nakładów finansowych na opiekę oraz farmakoterapię.