Robert Makłowicz dosadnie o polskiej polityce. "Wstydzę się za swoich przywódców"

Sergiusz Królak
Robert Makłowicz o polityceRobert Makłowicz o polityce
Źródło zdjęć: © East News

Robert Makłowicz otwarcie mówi o swoich przekonaniach i poglądach na różne tematy. W rozmowie z Aleksandrem Kaczorowskim powiedział, co myśli o obecnej sytuacji społeczno-politycznej w Polsce, a także o patriotyzmie i nacjonalizmie. – To już nawet nie był wstyd, tylko obrzydzenie językiem, który powrócił, tym nacjonalistycznym obuchem, którym nas walili po łbie w rządowych środkach masowego przekazu – wyznał. Przeczytaj fragment książki pt. "Fiu fiu fiu". (Wyd. Wielka Litera)

Lubiany w sieci krytyk kulinarny Robert Makłowicz niedawno udzielił wywiadu Aleksandrowi Kaczorowskiemu, któremu powiedział, co myśli o obecnej sytuacji politycznej i społecznej w Polsce. W książce autobiograficznej pt. "Fiu fiu fiu" (premiera: 28 października 2026 r.) odniósł się do apeli, by startował na prezydenta RP, a także wskazał, jaką misję widzi w swojej działalności za granicą.


WIDEO
Robert Makłowicz tłumaczy ceny w polskich restauracjach!

Robert Makłowicz, Aleksander Kaczorowski – "Fiu fiu fiu" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Rozdział siódmy. Nie przekarmiać tłustymi pulpetami wiedzy

(...)

Jesteś optymistą?

Tak. Uważam, że młodzi ludzie są wyczuleni na zakłamanie. Nie podniecają ich starsi panowie, którzy zakładają historyczne kostiumy.

Pamiętam to wzmożenie narodowe, zanim PiS doszedł do władzy. Młodych ludzi z tatuażami Polski Walczącej czy Żołnierzy Wyklętych, naklejki na samochodach. Dużo było tego w przestrzeni publicznej, ale teraz – być może moje wrażenie jest złudne – już tego nie widzę.

Oczywiście pewna grupa zawsze posługuje się takim totemem, ale nie widzę tego tyle w przestrzeni publicznej co kiedyś.

To się zużyło?

Zawsze się zużywa. Historia to jest sinusoida. Oczywiście karta Polskiego Państwa Podziemnego i jego symbole to chwalebna rzecz, ale przecież powoływano się na to w sposób całkowicie bezrefleksyjny, totemiczny właśnie. Karta powojennej antykomunistycznej partyzantki już tak jednoznaczna nie jest, a wojenną działalność Narodowych Sił Zbrojnych i Brygady Świętokrzyskiej oceniam przede wszystkim negatywnie. Nie będziemy się tu z rzeczonej materii doktoryzować, wystarczy zauważyć, że rozkazom legalnego rządu londyńskiego nie podporządkowali się z jednej strony komuniści, a z drugiej nacjonaliści spod znaku NSZ.

Jestem odporny na nacjonalizm w każdym wydaniu. Nacjonalizm mnie nuży, jest po prostu jałowy. Nie ma dla mnie znaczenia, jakie ma barwy.

W PRL-u postawy nacjonalistyczne były marginesem.

Proszę cię, a moczaryzm? Myślisz, że nie było ludzi, którzy w to wierzyli? Oczywiście za Gierka linia była taka, że pokazujemy, jacy jesteśmy fajni, robimy tu Zachód w ramach PRL-u, ale moczaryzm trwał w najlepsze. Wszystkie filmy Poręby, np. "Hubal" (Jan Józef Szczepański, który współtworzył początkowo scenariusz, wycofał swoje nazwisko, gdy zobaczył, co się święci), działalność Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald", Ryszard Filipski i jego antysemickie publicznie głoszone tezy... Pamiętam język PRL-u i chciałbym polemizować z tym, co powiedziałeś.

Robert Makłowicz ostro ocenił sytuację polityczną w Polsce

W PRL-u mogłeś nie cierpieć komuny, jakoś tam z nią wojować, a jednocześnie być impregnowanym na nacjonalistyczne głupoty. Taka postawa była wtedy znacznie częstsza niż dziś.

W kręgu moich znajomych nic się nie zmieniło. Patriotyzm to jest również wspólnota wstydu. Nie wstydzę się za zagranicznych przywódców, ale za moich się wstydzę.

Za kogo się najbardziej wstydziłeś?

To już nawet nie był wstyd, tylko obrzydzenie językiem, który powrócił, tym nacjonalistycznym obuchem, którym nas walili po łbie w rządowych środkach masowego przekazu. Po prostu nie byłem w stanie tego słuchać, to mi sprawiało fizyczny ból. Książki o tym powstały, porównujące PRL-owską nowomowę z tym językiem. Tu od lat nic się nie zmienia w tym arsenale nacjonalistycznego sztafażu, który dostosowuje się tylko do aktualnych potrzeb.

Zawsze trzeba wymyślić slogan, obraźliwy i stygmatyzujący przeciwnika. Zapluty karzeł reakcji, koalicja 13 grudnia. Nikt nie mówi normalnie, trzeba znaleźć jakiś substytut właściwej nazwy, a mówiąc wprost: epitet. Populizm nie jest niczym nowym. Populizm istnieje, odkąd ludzkość zaczęła się organizować w jakieś plemienne, a potem państwowe twory. I zawsze byli populiści.

Jedyne zagrożenie, jakie widzę, to że tzw. wolnorynkowość zdominuje wszystko, łącznie z myśleniem o wolności słowa. Dla młodych wolność to możliwość napisania tego, co się chce, w mediach społecznościowych.

Kiedyś ktoś napisał: "Makłowicz na prezydenta!". Żartobliwie to oczywiście odbieram, ale były takie hasła i pewnie jakiś algorytm pokazał to komu trzeba, w związku z czym zaczęły się pojawiać oszczercze, fikcyjne cytaty ze mnie, np. że nic tak bardzo nie brudzi jak polskość. Jarzyny da się umyć, wszystko da się zmyć, ale nie da się zmyć brudu, jakim jest polskość. Niby że ja to powiedziałem. Takie całe tekściki gotowe z wizualizacją zaczęły się pojawiać, to było bardzo szeroko dystrybuowane w sieci.

Ktoś potraktował twoją ewentualną kandydaturę poważnie i prewencyjnie ustawił ogień zaporowy?

Tak. To są całe farmy trolli, wszyscy wiemy, jak działają. Pojawiały się również insynuacje.

Jakie insynuacje?

Różne. Mówiłem w pandemii, że należy się szczepić, więc czasami komuś się to przypomni i wtedy zamieszcza obelżywe stwierdzenie w tej sprawie. A jak ktoś już nie wie, co wymyślić, to najczęściej pisze, że jestem kurdupel i Żyd.

A ostatnio przeczytałem, że jestem kurduplem, Żydem, Niemcem i Ukraińcem. To jest najśmieszniejsze. Świadczy to o tym, co może być najgorsze w mniemaniu tej właśnie grupy ludności. Niemco-Żydo-Ukrainiec.

Prezydentem nie będziesz, ale może mógłbyś zostać ambasadorem wielokulturowej Rzeczypospolitej?

Mam nadzieję, że to właśnie robię.

Okładka książki
Okładka książki "Fiu fiu fiu. Robert Makłowicz w rozmowie z Aleksandrem Kaczorowskim" © Wydawnictwo Wielka Litera
Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY