Od samego początku bardzo dałam się poznać wszystkim jako artysta, który dokładnie wie, jakich utworów nie chce śpiewać. Pamiętam, że wszystkimi siłami telewizja testowała, że weźmie po kawałku artysty, którego uznaje i z tego złoży jakiś utwór dla mnie. Ten utwór się nie udał, mimo wielkich nazwisk, które stały za tym. Ten utwór, który powstał… Moje serce nie czuło tego utworu i pamiętam, że puściłam Wiktorowi [Kubiakowi – ówczesny menadżer Edyty – red.] i powiedziałam: “Ja nie mogę z taką piosenką jechać”. On wtedy obiecał, że znajdzie mi piosenkę i skontaktował się z różnymi kompozytorami i znalazł utwór polskiego kompozytora, który mieszkał we Francji wtedy. Puścił mi i mi się to też nie podobało, a to była właśnie “Ewa”. Powiedziałam: “Ja nie chcę takiej piosenki. Ja chcę nowoczesną, chcę być Janet Jackson”. W ostateczności rzeczywiście ten utwór był dużo ładniejszy niż w wersji pierwotnej. Pomyślałam, że ten utwór dlatego mi sie nie podoba, bo nie ma treści, bo nie ma teksu. Poszłam do Jacka Cygana, ale nie mówiłam mu, że będzie to utwór, który będzie reprezentował Polskę. Mówiłam mu, że to nie może być za dużo trudnych słów, bo muszę swobodnie śpiewać. Powstał ten tekst, i jak ten tekst ubrał tę melodię to dopiero wtedy nabrała życia. I dopiero jak dołączyłam do niej na koniec to wyciągnęłam ją na piedestał i postawiłam. To było niesamowite przeżycie dla nas. Zrobiłam tak, że jak miałam zaprezentować utwór przygotowany przez telewizję, to przyszłam na spotkanie i przyniosłam taśmę. Powiedziałam: “Proszę państwa, bo ja tej piosenki nie lubię, ja lubię inną”, a oni: “Jak to? Jak teraz? Już jest za późno żeby coś zmieniać”. I tak nieśmiało położyłam, oni włączyli i tak popatrzyli po sobie i mówią: “No dobrze, może być”, ale nie byli przekonani. A ja już wtedy kochałam ten utwór. Już go śpiewałam, już go nagrałam w studiu. I w taki sposób postawiłam telewizję przed faktem, że nie pojawię się z utworem narzuconym