Szukaj
NAJPOPULARNIEJSZE
Pachnie zaręczynami! Paparazzi przyłapali Arka Milika w sklepie jubilerskim. A wcześniej na zakupach z Jessicą Ziółek
Pachnie zaręczynami! Paparazzi przyłapali Arka Milika w sklepie jubilerskim. A wcześniej na zakupach z Jessicą Ziółek

Pachnie zaręczynami! Paparazzi przyłapali Arka Milika w sklepie jubilerskim. A wcześniej...

Pachnie zaręczynami! Paparazzi przyłapali Arka Milika w sklepie...

Cały świat łapie się za głowę! Nikt nie zauważył królowej Elżbiety II na portrecie z chrztu księcia Louisa! Co za niedopatrzenie!
Cały świat łapie się za głowę! Nikt nie zauważył królowej Elżbiety II na portrecie z chrztu księcia Louisa! Co za niedopatrzenie!

Cały świat łapie się za głowę! Nikt nie zauważył królowej Elżbiety...

Cały świat łapie się za głowę! Nikt nie...

Cały Internet ryknął śmiechem. Wystarczył jeden mały szczegół na plakacie polskiego filmu! „Szczyt żenady”
Cały Internet ryknął śmiechem. Wystarczył jeden mały szczegół na plakacie polskiego filmu! „Szczyt żenady”

Cały Internet ryknął śmiechem. Wystarczył jeden mały szczegół na plakacie polskiego...

Cały Internet ryknął śmiechem. Wystarczył jeden mały szczegół...

Dziś piątek, 20.07.2018

Córka Małgorzaty Braunek wzruszająco o ostatnich chwilach życia matki

Orina Krajewska i Małgorzata Braunek



Małgorzata Braunek przez całe życie mogła liczyć na wsparcie rodziny. Nie inaczej było w ostatnich miesiącach jej życia, kiedy walczyła z nowotworem. O przebiegu leczenia opowiedziała „Wysokim obcasom” córka aktorki, Orina Krajewska. Nie ukrywa ona, że jest rozczarowana tym, co oferują szpitale osobom chorym na raka. Jej zdaniem wszystko przebiegało za wolno i brakowało konkretnych informacji, jak należy postępować z osobą chorą, która wychodzi ze szpitala.

Po pierwszej chemii zostaliśmy oddelegowani do domu w zasadzie bez żadnej informacji. Mama usłyszała: „Do zobaczenia za trzy tygodnie, kuruj się teraz”. I tyle. Pacjent powinien wiedzieć jak najwięcej o konsekwencjach chemii – wytłumaczyła. – Chemia jest trucizną. Uderza nie tylko w raka, ale też w cały organizm. Tego wszystkiego musieliśmy się jednak dowiadywać sami.

Orina Krajewska pomagała szukać mamie wsparcia u różnych lekarzy, między innymi dietetyków, którzy doradzili, jakie suplementy należy przyjmować i jakie mieszanki ziół stosować. Niestety, córka aktorki nie ukrywa, że czuje się rozgoryczona tym, że wiele decyzji musiały podjąć same, ponieważ lekarze nie integrowali tego z całym systemem leczenia. Aktorka zwróciła uwagę, że w leczeniu raka medycyna alternatywna możne pomagać usuwać skutki uboczne chemioterapii, jednak lekarze nie polecają jej w szpitalach. Zabrała matkę do kliniki w Niemczech, w której praktykuje się podejście holistyczne do pacjenta.

W Polsce skończyły się możliwości. Sprawdzaliśmy kliniki w Chinach, rodzice byli w kontakcie z prof. Szpakiem z RPA. Myśleli też o klinice ajurwedy, żeby ktoś zupełnie inaczej spojrzał na chory organizm. Ostatecznie wybraliśmy Niemcy. Klinika prof. Herzoga była najbliżej, mama nie miała już siły na długą podróż i wyczerpujący transport – wytłumaczyła. – Kiedy zdecydowaliśmy się, że wyjedziemy do Niemiec, ogłosiliśmy zbiórkę. Ale choroba zaczęła galopować. Dziesięć dni później mama była już w bardzo złym stanie. Trzy miesiące przed śmiercią mama dostała chemię, która była nietrafiona – to też się, niestety, zdarza. Nie trafiła w nowotwór, osłabiła organizm. Półtora miesiąca później był już taki nawrót, którego nikt nie mógł przewidzieć. Dokończyliśmy leczenie konwencjonalne, nic więcej w Polsce nie dało się zrobić. Tutaj pozostała nam tylko opieka paliatywna.

Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji Małgorzata Braunek, czuła się zrezygnowana i bezsilna. Aktorka jednak pokazała, że w obliczu choroby należy się wzmacniać, szukać odskoczni i przede wszystkim – nie poddawać.

Była silna, zdecydowana, bardzo się zmieniła przez ostatni rok, wzmocniła się w tamtym okresie – stwierdziła. – Potraktowała tę chorobę nie jako przeciwnika, z którym stoi się na ringu, ale wręcz przeciwnie – jak część siebie. Praktykowała, medytowała po kilka godzin dziennie. Dawała sobie prawo do odpoczynku, do radości, do zabawy. Codziennie urządzała sobie tzw. jogę śmiechu – dzwoniła do swojej koleżanki i śmiały się przez 15 minut. Wydawało mi się, że może nie wypada. Wokół pełno chorych, nie brakuje też umierających, a mama śmieje się donośnie, w głos. A potem pomyślałam: przecież to ona jest chora, nie ja. I tylko ona może powiedzieć sobie, czy jej coś wypada robić, czy nie. Potrafiła cieszyć się życiem w każdej chwili.

Orina Krajewska zdradziła, że matka zostawiła list, w którym poprosiła, żeby po jej śmierci utworzyć organizację, która będzie zajmowała się promowaniem leczenia zintegrowanego osób chorych na nowotwór. Aktorka stara się wypełnić ostatnią wolę Małgorzaty Braunek. Wraz z ojcem i bratem i innymi bliskimi osobami powołała fundację.

Orina Krajewska i Małgorzata Braunek

Fotografia: AKPA



Komentarzy: 0


Dodaj komentarz
×