Szukaj

Beata Tadla płakała przez trzy dni. Bolesne wspomnienie dziennikarki

Beata Tadla dziesięć lat temu przeżyła jeden z najtrudniejszych dyżurów w swojej historii. 10 kwietnia 2010 roku musiała poinformować, że samolot rządowy Tu-154, lecący do Smoleńska nie doleciał do celu, a w katastrofie zginął Prezydent RP Lech Kaczyński, jego żona Maria, a także pozostali pasażerowie i członkowie obsługi.
Beata Tadla

Beata Tadla

10 kwietnia 2010 roku, prezydent Lech Kaczyński, jego żona Maria i 94 inne osoby, znajdowali się na pokładzie samolotu lecącego na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Piloci próbowali wylądować na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj, niestety to im się nie udało. Wszyscy zginęli na miejscu.

Beata Tadla była w pracy w dniu Katastrofy Smoleńskiej

Beata Tadla pracowała wówczas w TVN24, zastępowała kogoś, kto się rozchorował. Dyżur sprzed dziesięciu lat pamięta ze szczegółami. Jak wyjawiła w rozmowie z Faktem, pierwsze informacje o katastrofie zaczęły spływać do redakcji już od godziny 9:00. Zadzwonił reporter, który poinformował, że samolot podobno się rozbił.

Dziennikarze zadzwonili do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, żeby zweryfikować te informacje. Rzecznik poinformował, że były problemy z lądowaniem. O pasażerach mówić nie chciał:

Gdy pytaliśmy, co z pasażerami, prosił, abyśmy zaczekali, bo nie ma na razie informacji. Więc byliśmy trochę jak dzieci we mgle. Doniesienia spływały do nas i zmieniały się dosłownie z minuty na minutę. Aż w końcu dowiedzieliśmy się, że wszyscy, którzy lecieli Tupolewem, zginęli – mówiła dziennikarka.

Beata Tadla żartuje na wizji

Beata Tadla

Do studia przychodzili zaproszeni goście, którzy mieli komentować uroczystości w Katyniu. Jak przypomniała Tadla, gdy potwierdziło się najgorsze, rozmowa dla nikogo nie była łatwa. Tadla i współprowadzący Jarosław Kuźniar, z trudem opanowywali stres:

Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że niektórzy z tragicznie zmarłych jeszcze niedawno siedzieli przy tym samym stole, przy którym my wtedy siedzieliśmy. Władysław Stasiak czy Paweł Wypych byli w studiu dosłownie kilka dni wcześniej. Najtrudniejszy moment nastąpił jednak w chwili, gdy razem z Jarkiem musieliśmy odczytywać listę ofiar, nazwisko po nazwisku… To było dla mnie jedno z najtrudniejszych doświadczeń zawodowych, którego nigdy nie zapomnę – przyznaje Beata.

Tego dnia dyżur Tadli przedłużył się o kilka godzin. Kiedy dobiegł końca, z Jarkiem padli sobie w ramiona. Dziennikarka wypłakała cały swój makijaż w jego garnitur. Płakała też przez kolejne trzy dni.

Mam duszę wrażliwca i wszystko, o czym mówię na antenie, mocno filtruję przez świadomość. Bywało, że po trudniejszym telewizyjnym dyżurze, jeszcze przed powrotem do domu musiałam wyryczeć emocje w samochodzie. Wtedy płakałam przez trzy dni. Nie jesteśmy robotami, czasem mówiąc o emocjach innych ludzi, też musimy sobie radzić z własnymi. A to nie jest łatwe. Przez cały dyżur 10 kwietnia miałam ściśnięty żołądek. Napięcie zostało ze mną jeszcze na długo.

Zobacz także: Żal, ból i smutek. Dzieci ofiar Katastrofy Smoleńskiej w miażdżącym serce wywiadzie. Od tragedii minęło 10 lat


Beata Tadla wróciła do pracy w telewizji

Beata Tadla wróciła do pracy w telewizji

Beata Tadla i jej ukochany zjedli kolację w Warszawskim śnie

Beata Tadla i jej ukochany zjedli kolację w Warszawskim śnie

Beata Tadla zdjęcie w stylu Kendall Jenner

Beata Tadla zdjęcie w stylu Kendall Jenner

Dodaj komentarz

Zobacz również

Może Cię zainteresować

Najczęściej czytane dziś

×