Myślisz, że to tylko niewinne zdjęcie? Może zdradzić więcej, niż chcesz

Zdjęcie z wakacji, urodzinowy tort, pierwszy dzień w przedszkolu. Rodzice mają wiele powodów, by dzielić się takimi chwilami w sieci. Tylko czy ich dzieci tego chcą? O prywatności najmłodszych przypomina najnowsza kampania "Status: Udostępnione", prowadzona przez T-Mobile Polska, Komendę Główną Policji i UNICEF Polska.

.
Źródło zdjęć: © materiały partnera

Zdjęcie trafia do internetu, a pod nim pojawiają się serduszka i miłe komentarze. Dla rodziców to sposób, by podzielić się radością albo pokazać bliskim, jak szybko dorasta ich dziecko. Jednak przed naciśnięciem przycisku "opublikuj", warto się zatrzymać i zastanowić. Czy nasze dziecko chciałoby, żeby zobaczyli je koledzy i koleżanki? Czy za kilka lat taka fotografia nadal będzie miłą pamiątką?

Sharenting to publikowanie zdjęć, filmów i informacji o własnych dzieciach w internecie. Jak wynika z raportu "Status: Udostępnione", w ciągu ostatniego roku zrobił to co drugi badany rodzic.


WIDEO
Jak chronić wizerunek dziecka w sieci?

Anna Dec stawia na jasne zasady

Obecność w mediach nie musi oznaczać pokazywania rodzinnego życia. Anna Dec, dziennikarka Wirtualnej Polski i twórczyni internetowa, zdradza, jak podchodzi do tematu udostępniania zdjęć swoich pociech.

– Ograniczam się do niezbędnego minimum. Wypracowaliśmy sobie z mężem określone zasady. Włączamy w to również dzieci. Tłumaczymy im, dlaczego ich nie pokazujemy, z jakiego powodu chronimy ich prywatność – przyznaje.

Wspomniane zasady dotyczą nie tylko publikowania wizerunku dzieci, ale również informacji o miejscu pobytu rodziny czy adresie zamieszkania. – Nigdy nie zdradzamy też gdzie w danym momencie jesteśmy – zaznacza Anna Dec.

Dziennikarka i jej mąż nie publikują również informacji o placówkach edukacyjnych, do których uczęszczają ich dzieci. Para chroni prywatność do tego stopnia, że zdarza jej się nie zamawiać przesyłek bezpośrednio na domowy adres.

Agnieszka Hyży zachęca do autorefleksji

O potrzebie stawiania granic mówi również Agnieszka Hyży. Prezenterka telewizyjna zwraca uwagę na motywację dorosłych. Czy publikacja jest rzeczywiście potrzebna? A może przede wszystkim odpowiada na naszą chęć pokazania innym udanego rodzinnego życia?

– Musimy się nauczyć, że czas, w którym dziecko jest contentem kończy się – podkreśla.

Jej zdaniem do decyzji o publikowaniu warto włączyć zainteresowanych. – Powinniśmy zadać dzieciom pytanie, jeśli np. są nastolatkami, czy sobie tego życzą – dodaje Agnieszka Hyży.

To pytanie łatwo pominąć, gdy zdjęcie wydaje nam się szczególnie urocze lub zabawne. Tymczasem dziecko może odbierać je zupełnie inaczej. Fotografia, którą rodzic chce się pochwalić, może być powodem do wstydu. Dziecko powinno móc decydować o tym, jak buduje swój wizerunek.

Rodzic chce się pochwalić. Dziecko może mieć inne zdanie

Duma i radość należą do najczęstszych powodów dzielenia się życiem dzieci w internecie.

– Jako ludzie uwielbiamy się chwalić tym, co przyjemne. Jesteśmy dumni z naszych dzieci i chcemy to pokazywać, ale nie myślimy o konsekwencjach i o tym, w jakiej pozycji stawiamy nasze pociechy udostępniając ich zdjęcia – zwraca uwagę Renata Bem, dyrektor generalna i prezes zarządu UNICEF Polska.

Często wszystko zaczyna się przed narodzinami dziecka – od udostępniania zdjęć USG i informacji o ciąży. To jest prenatal sharenting. Z kolei oversharenting oznacza nadmierne udostępnianie treści o dziecku, także z intymnych sytuacji, takich jak np. kąpiel. Osobnym zjawiskiem jest commercial sharenting, czyli wykorzystywanie jego wizerunku w celach zarobkowych, np. w reklamach.

Raport "Status: Udostępnione" pokazuje również perspektywę najmłodszych: 92 proc. dzieci chciałoby mieć wpływ na to, czy ich wizerunek zostanie udostępniony przez opiekunów. To wyraźny argument, by przed publikacją znaleźć czas na rozmowę.

– Jeżeli nie jesteśmy pewni, czy to może wywołać w dziecku skrajne emocje lub doprowadzić do wyśmiewania, to po prostu zapytajmy je o zdanie – zachęca dr Natalia Szulc, ekspertka ds. analiz i rzecznictwa UNICEF Polska.

Taka rozmowa jest doskonałą okazją do nauki o prywatności i świadomej zgodzie. Temat dotyczy nie tylko kont rodziców. Zdjęcia dzieci pojawiają się również na profilach żłobków, przedszkoli, szkół czy sal zabaw, gdzie służą także promocji tych miejsc.

.
"Status: Udostępnione" to wspólna kampania społeczna T-Mobile Polska, Komendy Głównej Policji i UNICEF Polska. © materiały partnera

Zdjęcie może zdradzić więcej, niż myślisz

Najważniejszy szczegół bardzo często znajduje się w tle. Nazwa placówki na budynku, szkolne logo na ubraniu czy charakterystyczne podwórko mogą ujawniać informacje, których rodzic nie zamierzał przekazywać obcym. – Nie zdajemy sobie sprawy, że być może to zdjęcie, na którym widzimy podwórko, szkołę, logo szkoły, grupę przedszkolaków, informacje dotyczące wieku, a nawet świeczki na torcie, są informacją dla osób, które nie mają dobrych intencji – zauważa dr Natalia Szulc.

– Ludzie dzielą się materiałami pokazującymi dorastanie dzieci i ich dokonania w dobrej wierze, ale nie byłoby naszej współpracy, gdyby z technologii korzystali tylko ci, którzy mają dobre intencje. Świat cyfrowy wykorzystywany jest również w złych celach – przypomina insp. Piotr Kulesza, Zastępca Dyrektora Biura Prewencji KGP. I dodaje: – Ujawniając wizerunek swoich dzieci, rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, jak przykre mogą być tego konsekwencje. Być może nie dzisiaj, nie za 5 lat, ale kiedyś to się może zdarzyć.

W Stanach Zjednoczonych przybywa procesów sądowych, w których dorosłe dzieci domagają się od rodziców zadośćuczynienia za udostępnianie ich wizerunku bez pozwolenia.

Wśród zagrożeń przedstawianych w kampanii są: zawstydzanie dziecka, hejt, ujawnienie wrażliwych informacji oraz nieuprawnione wykorzystanie zdjęć, także do tworzenia treści z użyciem sztucznej inteligencji. W skrajnych przypadkach może też dojść do wyrządzenia dziecku fizycznej krzywdy.

Co ciekawe, rodzice dostrzegają te ryzyka, ale mimo to dzielą się wizerunkiem dzieci. Według raportu aż 83 proc. publikujących uważa, że takie materiały mogą sprawiać dzieciom problemy obecnie lub w przyszłości. Najczęściej wskazują na hejt, wykorzystanie zdjęć bez uprawnienia i ryzyko seksualizacji.

– Żadna z technologii nie jest ani zła, ani dobra. Wszystko zależy od tego, jak będziemy z niej korzystać – podkreśla Dorota Kuprianowicz-Legutko, członkini zarządu T-Mobile Polska, dyrektorka ds. HR, prawnych i bezpieczeństwa.

Zanim opublikujesz, zrób STOP

Dr Natalia Szulc proponuje prostą podpowiedź: STOP. Pod czterema literami kryją się kwestie, które warto rozważyć przed udostępnieniem zdjęcia lub filmu:

S jak sens. Dlaczego chcę to opublikować? Jaką potrzebę ma zaspokoić ten wpis?

T jak tożsamość. Jakie informacje o dziecku ujawniam? Co można odczytać również z tła zdjęcia?

O jak odbiorca. Kto zobaczy materiał? Samo ograniczenie widoczności profilu nie oznacza, że można pominąć pozostałe pytania.

P jak perspektywa dziecka. Co ono o tym myśli? Czy miało możliwość współdecydowania?

Najważniejsze to zastanowić się, komu to zdjęcie ma służyć. Chwila refleksji może pomóc uniknąć przykrych sytuacji związanych z udostępnieniem materiałów w sieci i wzmocnić więź z dzieckiem. Rodzic pokazuje, że zdanie jego pociechy i bezpieczeństwo jest dla niego najważniejsze.

T-Mobile, Policja i UNICEF Polska wspólnie edukują

Kampania "Status: Udostępnione" ma pomóc rodzicom i dzieciom w świadomym podejmowaniu decyzji dotyczących zarządzania wizerunkiem w sieci. W szkołach odbędą się spotkania z funkcjonariuszami prewencji. Z kolei na stronie kampanii można znaleźć materiały edukacyjne dotyczące odpowiedzialnego publikowania, konsekwencji sharentingu i sposobów ograniczania ryzyka, gdy zdjęcie dziecka już trafiło do internetu.

– Wielu z nas nie wpuściłoby nieznajomego do świata swojego dziecka, a jednocześnie nie zastanawiamy się, do kogo może trafić zdjęcie opublikowane w sieci. Dlatego chcemy zwrócić uwagę na skutki nierozważnego udostępniania i zachęcić do bardziej świadomego podejmowania decyzji dotyczących publikowania wizerunku dzieci w internecie – wyjaśnia Małgorzata Rybak-Dowżyk, dyrektorka departamentu komunikacji korporacyjnej i ESG T-Mobile Polska.
Płatna współpraca z T-Mobile Polska
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Jastrząb Post
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!