Justyna Gradek zdradza, jak miliarderzy traktują kobiety. GORZKIE wyznanie celebrytki

Justyna Gradek w szczerych słowach opowiedziała o kulisach swojego głośnego związku z niemieckim multimilionerem, Philippem Pleinem. Influencerka obnażyła prawdę o tym, jak w rzeczywistości wygląda codzienność u boku miliardera. Z drugiej strony zdradziła, co imponowało jej w życiu na takim poziomie.

Justyna GradekJustyna Gradek
Źródło zdjęć: © Youtube@podcastersi
Daniel Lewandowski

Justyna Gradek podzieliła się swoimi gorzkimi doświadczeniami ze związku z niemieckim projektantem i multimilionerem, Philippem Pleinem. Jej szczere wyznania w podcaście "Podcastersi" rzucają nowe światło na to, jak w rzeczywistości może wyglądać codzienność u boku miliardera. Celebrytka zdradziła, że relacja ta w żadnym wypadku nie opierała się na partnerstwie, lecz na całkowitym podporządkowaniu.


WIDEO
Janja Lesar i Katarzyna Zillmann o swoim związku: „Jakbym umarła, Kasia nic ode mnie nie dostanie”

To zaimponowało Justynie Gradek w życiu u boku miliardera

Zanim jednak relacja pokazała swoje mroczne oblicze, codzienność u boku potentata branży modowej przypominała prawdziwe spełnienie marzeń. Gradek nie ukrywa, że z dnia na dzień poczuła się niczym bajkowy Kopciuszek, który nagle przeistoczył się w księżniczkę. Opływając w luksusy, zyskała dostęp do prywatnej służby, w tym osobistego kucharza i gosposi.

Jest służba od gotowania, sprzątania. Miałam własnego kucharza, własną gosposię, która mi prała, sprzątała, prasowała ciuchy, zabierała brudną bieliznę. I ten kucharz, który przyszedł i pytał: "Co pani zrobić na śniadanie?". I ja takie: "Gdzie ja jestem?". I po prostu z kopciuszka stawałam się księżniczką. (...) Tak każdy też usługiwał jemu [Pleinowi – przyp. red.]. I to mi bardzo zaimponowało – wyznała Gradek.

Wspomniała też o prezentach, które sprawiają miliarderzy. Co ciekawe, według niej Plein wcale nie był hojny:

Potrafił coś dać sam z siebie, ale też potrafił potem odebrać w bardzo przykry sposób. Ale też poznałam innych mężczyzn, którzy byli bardziej hojni od niego – dodała.

Justyna Gradek gorzko o związku z Philippem Pleinem

Choć życie u boku potentata modowego wiązało się z ogromną utratą niezależności, przypominało złotą klatkę. W zamian za swoją nieustanną dyspozycyjność influencerka mogła liczyć na materialne rekompensaty. Gradek wyznała, że dostała od miliardera kartę kredytową i miała przyzwolenie na to, by umilać sobie czas zabiegami u kosmetyczki czy drobnymi zakupami. Taki układ miał jednak swoją niezwykle mroczną stronę, a wszelkie próby buntu czy asertywności były szybko i brutalnie tłumione.

To nie były obowiązki, to było bardziej podporządkowanie się grafikowi Philippa – robienie tego, co on chce, kiedy chce i o której chce. Jeśli on miał plany, że jedziemy do Lugano, bo tam też ma swoją siedzibę, to siedziałam z nim tam od rana do wieczora i patrzyłam, jak pracują. (...) Oczywiście miałam dostęp do wielu rzeczy – mogłam iść do kosmetyczki, na drobne zakupy, dostałam od niego kartę kredytową. Jak już tak bardzo się nudziłam, to urządzałam mu apartament w Lugano.

Ich związek miał jednak dużo mroczniejsze strony. Gdy celebrytka nie poleciała z nim w jakieś miejsce, to ten ją... zdradził:

Jak się z nim nie zgadzałam, to potrafił mi wszystko zabrać. (...) Nie miałam siły żeby polecieć z nim do innego kraju i on w tym kraju mnie zdradził - wyznała.

Później, gdy się rozstawali, projektant oskarżył Gradek o kradzież 30 tysięcy euro i dziś polska celebrytka nie ma o nim zbyt dobrego zdania. We wspomnianym wywiadzie wyznała, że jest on narcyzem zakochanym wyłącznie w sobie.

Justyna Gradek
Justyna Gradek © KAPIF
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!