To było bardzo wczesne macierzyństwo. Byłam nastolatką. Zaraz po urodzeniu dziecka, w połogu zdawałam maturę. Kolejny miesiąc to były egzaminy na uczelnie. Jak byłam w ciąży to był to czas Solidarności, pomyślałam sobie, że trzeba by pójść do pracy. To były takie czasy, że nie można było chodzić do normalnej szkoły, tylko musiałam przenieść się do szkoły wieczorowej. Pracowałam normalnie 8 godzin w liceum, kończyłam pracę o 15-tej, biegłam do szkoły na 16-stą, wracałam późnym wieczorem, jeździłam tramwajami. To był horror. Wstawałam o 4-tej, szłam na tramwaj, potem przesiadka na drugi tramwaj, do szpitala, tam pracowałam, potem biegłam do szkoły, wracałam wieczorem, uczyłam się. Padałam na nos, musiałam jeszcze posprzątać, zrobić jakieś zakupy, w końcu byłam mężatką, brzuszek rósł, a potem nazajutrz dokładnie to samo. Uczyłam się w nocy, padałam na nos, wstawałam przed świtem i to wszystko tak wyglądało. Dlatego mogłam po porodzie spokojnie zdawać egzaminy, tak byłam zahartowana - zdradziła Irena.