Ewa Drzyzga prowadzi "Rozmowy w toku" od 14 lat. Dla wielu widzów jest to tani talk-show, a czym jest dla niej?
Ewa Drzyzga prowadzi "Rozmowy w toku" od 14 lat. Dla wielu widzów jest to tani talk-show, a czym jest dla niej?
Dlaczego przez tyle lat prowadzi ten sam program?
Paulina Szestowicka
Udostępnij
Najbardziej wciągnęło mnie "otwieranie" ludzi. Spodobało mi się, że coś, co do tej pory było zakryte i stanowiło jakiś ciężar, zaczyna się w moich gościach otwierać. Wiem, że telewizja nie jest Świętym Mikołaj i raczej kojarzy się z kiepską, ogłupiającą rozrywką, ale pomyślałam, że warto i że będę robiła ten program dopóty, dopóki będę mogła pomagać konkretnym ludziom. Inaczej to nie ma sensu - powiedziała w wywiadzie dla PANI.
Zdaniem Ewy Drzyzgi niektórzy ludzie zbyt pochopie wyrobili sobie zdanie o Rozmowach w toku.
Wiem, że są widzowie, którzy wyrabiają sobie przekonanie na temat programu na podstawie rzutu okiem między przejściem z jednego pokoju do drugiego. Dlatego nie mogę brać odpowiedzialności za intencje widza. Mogę tylko mówić o swoich - powiedziała. - Mogę tego w ogóle nie robić albo w człowieku starać się zobaczyć człowieka i liczyć na nieco bardziej wrażliwych widzów, którzy potrafią się skupić i wczuć w opowieści bohaterów. Bo przecież są tacy, którzy oglądają program od początku do końca i nabierają takiego przekonania, o jakie mi chodzi w rozmowie.
Gospodyni programu przyznaje, że czasami czuje, że już dłużej nie da rady, ale wtedy znowu na jej drodze staje człowiek, któremu chce pomóc i tak wszystko zaczyna się od nowa.