Nie wiem i nie znam odpowiedzi na pytanie na ile my powinniśmy się otwierać w przestrzeni internetowej. Na ile powinniśmy mówić o swoim życiu prywatnym, jakie zdjęcia powinniśmy pokazywać, czy powinniśmy pokazywać dzieci. Ja cały czas mówię o tym w formie pytającej, dlatego dostałam białej gorączki, jak czytałam komentarze, że narzucam komuś moje zdanie, albo kogoś krytykuję. Absolutnie nie. Ja się zastanawiam, gdzie jest granica, co jest odpowiednie, czy są jakieś zasady, czy ktoś jest mądrzejszy od nas, kto jest nam w stanie poradzić. Efekty negatywne działań socialowych każdy, zwłaszcza rodzić, jest w stanie odczytać. Depresje dzieciaków, zaniżona samoocena kobiet, które ciągle oglądają te wszystkie piękne panie na Instagramie i się dołują, właśnie to macierzyństwo, które jest fantastyczne i idealne, a potem się okazuję, że nie, prawda wygląda trochę inaczej.