Szukaj
Szukaj
Szukaj
Dziś niedziela, 19.11.2017

Córka Małgorzaty Braunek wzruszająco o ostatnich chwilach życia matki

Orina Krajewska i Małgorzata Braunek


Małgorzata Braunek przez całe życie mogła liczyć na wsparcie rodziny. Nie inaczej było w ostatnich miesiącach jej życia, kiedy walczyła z nowotworem. O przebiegu leczenia opowiedziała „Wysokim obcasom” córka aktorki, Orina Krajewska. Nie ukrywa ona, że jest rozczarowana tym, co oferują szpitale osobom chorym na raka. Jej zdaniem wszystko przebiegało za wolno i brakowało konkretnych informacji, jak należy postępować z osobą chorą, która wychodzi ze szpitala.

Po pierwszej chemii zostaliśmy oddelegowani do domu w zasadzie bez żadnej informacji. Mama usłyszała: „Do zobaczenia za trzy tygodnie, kuruj się teraz”. I tyle. Pacjent powinien wiedzieć jak najwięcej o konsekwencjach chemii – wytłumaczyła. – Chemia jest trucizną. Uderza nie tylko w raka, ale też w cały organizm. Tego wszystkiego musieliśmy się jednak dowiadywać sami.

Orina Krajewska pomagała szukać mamie wsparcia u różnych lekarzy, między innymi dietetyków, którzy doradzili, jakie suplementy należy przyjmować i jakie mieszanki ziół stosować. Niestety, córka aktorki nie ukrywa, że czuje się rozgoryczona tym, że wiele decyzji musiały podjąć same, ponieważ lekarze nie integrowali tego z całym systemem leczenia. Aktorka zwróciła uwagę, że w leczeniu raka medycyna alternatywna możne pomagać usuwać skutki uboczne chemioterapii, jednak lekarze nie polecają jej w szpitalach. Zabrała matkę do kliniki w Niemczech, w której praktykuje się podejście holistyczne do pacjenta.

W Polsce skończyły się możliwości. Sprawdzaliśmy kliniki w Chinach, rodzice byli w kontakcie z prof. Szpakiem z RPA. Myśleli też o klinice ajurwedy, żeby ktoś zupełnie inaczej spojrzał na chory organizm. Ostatecznie wybraliśmy Niemcy. Klinika prof. Herzoga była najbliżej, mama nie miała już siły na długą podróż i wyczerpujący transport – wytłumaczyła. – Kiedy zdecydowaliśmy się, że wyjedziemy do Niemiec, ogłosiliśmy zbiórkę. Ale choroba zaczęła galopować. Dziesięć dni później mama była już w bardzo złym stanie. Trzy miesiące przed śmiercią mama dostała chemię, która była nietrafiona – to też się, niestety, zdarza. Nie trafiła w nowotwór, osłabiła organizm. Półtora miesiąca później był już taki nawrót, którego nikt nie mógł przewidzieć. Dokończyliśmy leczenie konwencjonalne, nic więcej w Polsce nie dało się zrobić. Tutaj pozostała nam tylko opieka paliatywna.

Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji Małgorzata Braunek, czuła się zrezygnowana i bezsilna. Aktorka jednak pokazała, że w obliczu choroby należy się wzmacniać, szukać odskoczni i przede wszystkim – nie poddawać.

Była silna, zdecydowana, bardzo się zmieniła przez ostatni rok, wzmocniła się w tamtym okresie – stwierdziła. – Potraktowała tę chorobę nie jako przeciwnika, z którym stoi się na ringu, ale wręcz przeciwnie – jak część siebie. Praktykowała, medytowała po kilka godzin dziennie. Dawała sobie prawo do odpoczynku, do radości, do zabawy. Codziennie urządzała sobie tzw. jogę śmiechu – dzwoniła do swojej koleżanki i śmiały się przez 15 minut. Wydawało mi się, że może nie wypada. Wokół pełno chorych, nie brakuje też umierających, a mama śmieje się donośnie, w głos. A potem pomyślałam: przecież to ona jest chora, nie ja. I tylko ona może powiedzieć sobie, czy jej coś wypada robić, czy nie. Potrafiła cieszyć się życiem w każdej chwili.

Orina Krajewska zdradziła, że matka zostawiła list, w którym poprosiła, żeby po jej śmierci utworzyć organizację, która będzie zajmowała się promowaniem leczenia zintegrowanego osób chorych na nowotwór. Aktorka stara się wypełnić ostatnią wolę Małgorzaty Braunek. Wraz z ojcem i bratem i innymi bliskimi osobami powołała fundację.

Orina Krajewska i Małgorzata Braunek

Fotografia: AKPA



Komentarzy: 0


Dodaj komentarz
×